KulturaPolecane

O Izraelu i gościnności…

Czy to dobry przyczynek do poniższej dygresji? To się okaże. Obecna wojna na Bliskim Wschodzie jest nieuniknioną konsekwencją konfrontacyjnej i ofensywnej polityki, jaką od swego powstania prowadzi państwo Izrael. Choć w wielu krajach arabskich bardziej pożądanym i poprawnym (według muzułmanów) określeniem „nowożytnego” Izraela jest „Okupowana Palestyna”. Oczywiście po drugiej stronie również jest zapalczywość, żądza krwi i ogólnie złe emocje. Sam konflikt jest też historycznie złożony i nie zerojedynkowy. Nie zmienia to jednakowoż faktu, że ludność palestyńska Strefy Gazy (szczególnie tego obszaru) jest na pewno od dekad poddawana represjom ze strony izraelskiej administracji. Kompleks ofiary Holocaustu ewoluował z czasem w syndrom oprawcy i opresora. Nie chcę też  absolutnie, aby ten tekst był próbą usprawiedliwiania czy też tłumaczenia działań HAMASU.

Jestem za stary na to, aby przyglądać się wydarzeniom w zbyt bliskiej perspektywie i nie widzieć tego, iż przy odpowiedniej ilości środków finansowych, zawsze znajdzie się grupa psychopatów i szaleńców, zdolna składać życie innych ludzi na ołtarzu irracjonalnych idei. Natomiast w kontekście powstania państwa Izrael po II wojnie światowej, można zadać pytanie, kto u kogo jest na tamtym terenie „gościem”? Jak wiemy, Palestyńczycy są ludnością autochtoniczną w tamtym regionie, natomiast współcześni „Żydzi” są mieszanką etniczną, często o korzeniach aszkenazyjskich, czyli historycznie nie mającą niczego wspólnego z terenami Jerozolimy, a jedynie połączonymi z judaizmem poprzez spuściznę Kaganatu Chazarskiego jak też chasydyzmu, którego to kolebką były tereny obecnej Ukrainy. To raczej tereny Europy Wschodniej czy Krym są „ojczyzną” większości współczesnych Żydów, niż przemocą wyrywana do lat Palestyńczykom ziemia.

Jakiś czas temu Natanyhau, w rozmowie z amerykańskim dziennikarzem, przekonywał z zimnym pragmatyzmem, że wojna na Ukrainie jest w rzeczywistości lokalnym konfliktem na wschodzie Europy, pomiędzy sąsiadującymi krajami i nie należy się specjalnie w to mieszać, ani tego oceniać. Jest to spór wewnętrzny tych państw (Rosji i Ukrainy). Jego opis sytuacji nie tak wiele odbiegał od narracji Kremla. Tak też i dzisiaj  izraelski polityk zapewne chce widzieć ostrzał Gazy – jako „regionalną sprzeczkę”. Niestety dla Natanyahu, opinia publiczna na świecie postrzega to inaczej.

Przez większość dużych miast europejskich, ale też amerykańskich (USA) przetoczyła się fala protestów i demonstracji, będących manifestacją poparcia oraz solidarności z Palestyńczykami, ale też pewnej niechęci i wrogości wobec Izraela. Dla rządzących, zarówno we Francji jak i w Berlinie, ale też za oceanem, musiało się stać jasne, iż dość spora część ich obywateli (pochodzących z regionów Bliskiego Wschodu) nie zamierza się identyfikować z kursem wsparcia zachodnich polityków dla Izraela. Jest to tym bardziej niepokojące, że założyciel oraz były przywódca HAMASU, Ismail Haniyeh, wezwał wszystkich muzułmanów do „Dnia Świętej Wojny”, czyli innymi słowy do otwarcia ogólnoświatowego frontu przeciwko Izraelowi… a tym samym przeciwko Żydom. Szwedzka, niemiecka czy francuska administracja będzie miała z tym niewątpliwie bardzo duży problem. Biorąc pod uwagę, iż na terenie każdego z tych krajów znajduje się wielomilionowa mniejszość muzułmańska, a wyłuskanie z niej nawet małego procenta „bojowników”, w zaistniałej sytuacji nie będzie dla ekstremistów islamskich większym problemem.

Zatem, z przerażeniem i nieukrywanym zdziwieniem, wielu publicystów europejskich  próbuje ostrożnie zadawać pytanie, na temat możliwej „niesubordynacji” części obywateli w ich krajach w obliczu wydarzeń w Strefie Gazy. Innymi słowy, czy będziemy mieli, tu w Europie, Piątą Kolumnę islamskich bojowników –  zdolnych przeprowadzać ataki na infrastrukturę „wroga” w Paryżu, Malmoe czy Frankfurcie a.M.? Może to już za późno na zdziwienie oraz zadawanie takich pytań?

Czym grozi „goszczenie” ludzi, którzy nie identyfikują się z krajem, w którym mieszkają, o tym  przekonaliśmy się między innymi w czasie „wojny sześciodniowej” w 1967 roku, kiedy to w jakiejś części „polscy Żydzi” opowiedzieli się po stronie etniczności a nie politycznej racji stanu Polski. Dlatego też Gomułka dał im wolną rękę odnośnie tego, czy czują się związani z Izraelem czy z Polską (a to Egipt w tamtym czasie był naszym sojusznikiem). Z perspektywy czasu opowiada się kłamstwa, że w ‘68 miała miejsce jakaś antysemicka nagonka. Przekaz był prosty, jeśli czujesz się „syjonistą” a nie Polakiem, to zrezygnuj z obywatelstwa i jedź tam, gdzie twój dom. Żal mi cywili, ginących obecnie po obydwóch stronach konfliktu palestyńsko-izraelskiego, ale główną winą obarczam tu mieszkańców Izraela, a ogólnie ich mentalność narodową: arogancję, poczucie wyższości i niczym nie uzasadniony narcyzm kulturowy. O czym możemy się sami przekonać jako Polacy, słuchając ich kłamliwej oraz podłej narracji o rzekomym udziale Polaków w Holocauście… Kto sieje wiatr ten zbiera burzę. Nie bez powodu, od wieków, Żydzi nie byli nigdzie mile widziani. Koniec końców, najbezpieczniejszą przystań znaleźli paradoksalnie na terenach ówczesnej Rzeczypospolitej.

Człowiek żyjąc w jakimś kraju, w jakiejś kulturze albo ją przyjmuje i się asymiluje albo nie. Samo mówienie o „francuskich muzułmanach” może przypominać gadanie o „polskich Żydach”, które w swej genezie jest już wewnętrznie sprzeczne. Owszem, na terenach Rzeczypospolitej żyli Żydzi, którzy jednak przez pokolenia nie utożsamiali się w większości z Naszym interesem oraz etosem narodowym. W okresie międzywojennym natomiast zasymilowany Żyd, mógł o sobie powiedzieć, iż czuje się Polakiem o żydowskich korzeniach. Trzeba rozumieć, że na przestrzeni wieków pojęcie „żyd” oznaczało wyznawcę judaizmu a NIE przynależność etniczną (podobnie jak obecnie muzułmaninem jest wyznawca Islamu, bez znaczenia – czy jest Czeczenem czy Egipcjaninem, pomijając, iż islam ma wiele „twarzy” i odcieni). To dopiero powstanie syjonizmu na przełomie XIX i XX wieku (a generalnie ideologie marksistowskie, ukochane przez Żydów, odrzucających religię i Boga) wprowadziło laickie pojęcie Żyda. A po powstaniu Państwa Izrael zostało  zredukowane do poziomu wspólnoty plemiennej, definiującej się dziedziczeniem genetycznym – jednocześnie stając się flagowym projektem izraelskiej propagandy. O Żydach należy mówić dobrze lub wcale, a drugim przykazaniem tej narracji jest śledzenie, gdzie się da, antysemityzmu (choćby na Marsie czy w Rowie Mariańskim) i podejrzewanie każdego NIE-żyda o bycie ukrytym antysemitą. Stąd ogromne problemy Żydów z tożsamością i roszczeniowe nastawienie do wszystkich innych nacji oraz narodów. Niekończące się skargi, zarzuty, pretensje, kreowanie się na ofiarę i użalanie się nad sobą – a z drugiej strony buta, pycha i arogancja. Można powiedzieć z ironią, iż tożsamość współczesnych Żydów jest nierozerwalnie związana z „antysemityzmem” i obsesją niechęci wobec nich – jako nacji. Przypomina to sytuację zaburzonej, psychotycznej osoby, która szuka samopotwierdzenia swojej egzystencji w tym, że  wszyscy czyhają na jej życie lub chcą ją zniszczyć.

Polakiem zostaje się poprzez uszanowanie spuścizny przodków i służbę dla ojczyzny. Nikt nikogo nie przepytuje, czy jego matka i babka były „czyste genetycznie”. A na podstawie takich „dowodów” przyjęto do Izraela w latach 1992-1996 kilka milionów „żydów” z terenów byłego ZSSR. Są całe dzielnice w Izraelu, gdzie mową „bieżącą” jest język rosyjski, a otoczenie ma więcej wspólnego z postsowieckim pejzażem kulturowym niż potocznym wyobrażeniem o „tradycji żydowskiej”.

O co więc jest ta obecna wojna, kto ją tak naprawdę rozpoczął? Na pewno w parlamencie izraelskim nastąpiło zbliżenie skrajnych opcji politycznych na czas konfliktu. W tle tych wydarzeń znajdują się proroctwa o odbudowie Świątyni w jej pierwotnym położeniu. „Obecnie w Izraelu istnieją grupy osób, poważnie myślące o budowie Trzeciej Świątyni. Istnieje Instytut Świątynny, który kształci kapłanów, odtwarza stroje i przybory liturgiczne oraz instrumenty dla orkiestry Lewitów. Na przeszkodzie tym planom stoi muzułmańska Kopuła na Skale (znana też jako Meczet Omara), która prawdopodobnie przykrywa teren, na którym znajdowała się historycznie starożytna Świątynia. Jednak nawet gdyby istniała techniczna możliwość pomieszczenia świątyń obydwu religii na wzgórzu, jej odbudowanie jest mało prawdopodobne ze względu na toczący się od lat konflikt żydowsko-muzułmański. W 2009 roku Żydzi z osiedla Micpe Jerycho na Zachodnim Brzegu Jordanu rozpoczęli budowę naturalnej wielkości repliki Świątyni Jerozolimskiej.”

Krążą pogłoski o sprowadzeniu przez Izrael „czerwonych jałówek” na cele rytualnej ofiary, zgodnej z proroctwem. Niektórzy łączą działania Izraela na Bliskim Wschodzie z ogólnoświatowym planem żydowskiej diaspory, a także z wojną na Ukrainie i projektem „Niebiańskiej Jerozolimy”. Czas pokaże…

Włóczykij

(Visited 40 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *