My za władzy PiS to już pełnoprawni naziści… Tylko z orłem w koronie! (2)

X X X

Ołeksij Arestowycz – wolny elektron w otoczeniu prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego  – udzielił wywiadu znajdującej się na emigracji w Londynie opozycyjnej rosyjskiej dziennikarce, Julii Łatyninie. 

Arestowycz porusza wiele kwestii, jest bardzo dobrze poinformowany i wtajemniczany w wiele zakulisowych spraw na Ukrainie. Mówi bardzo dużo o tym, jak wiele Polska zrobiła dla Ukrainy i dla Ukraińców – zarówno na poziomie politycznym, militarnym, jak i czysto ludzkim. „Gdyby nie Polska, nas by nie było”. Czy Polska, Polacy, nasza gospodarka, nasze bezpieczeństwo na tym poświęceniu zyska? Nikt jednak w dłuższej perspektywie (oczywiście nie mówię tu o zwykłych ludziach, czasem i nawet wojennych uchodźcach) nie będzie na Ukrainie się nad tymi darowanymi miliardami rozpamiętywał, bo „Polacy wiedzą, że potem w kolejce są oni!”. Czyli według Ukraińców jesteśmy kwita! Polska bieda, bezdomne elity, inaczej niż elity ukraińskie – defraudujące na oczach narodu ukraińskiego miliardy dolarów, nie są w stanie zrozumieć, że polityka zagraniczna zawsze jest rodzajem handlu wymiennego i tylko „mężczyźni”, czasem i kryminaliści są w stanie to zrozumieć.

Uniwersyteckie bawidamki, co to noszą pończochy i podwiązki do skarpet, dla Ukraińców są bandą śmiesznych, teatralnych statystów. Arestowycz nieprzypadkowo widzi Ukrainę, a nie Polskę, jako przyszłego lidera regionu. Ciekawa koncepcja, szczególnie, gdy weźmiemy w tej układance kraj członkowski Unii Europejskiej i kraj, który w niej nie jest – a najprawdopodobniej będzie dotowany na specjalnej kroplówce unijnej. Polska co najwyżej może być  wtedy na wylocie!

Liderem regionu nie może być bowiem państwo, które w kółko mówi o byciu nim, ale nie jest w stanie niczego ugrać, nawet z wyjątkowo słabym partnerem. Na Ukrainie są posowieckie elity, pamiętające o byciu częścią imperium i pozostały im sowieckie imperialne odruchy. Kaczyński, Duda, Morawiecki myśleli, że zaproszono ich do stołu na bal poważnych graczy. Postkolonialni służący wylądowali pod stołem i razem z pieskami walczą o kości.

Ukraińcy swym napraszaniem się w Washingtonie stworzyli precedens i krwią zwykłych bojów wypracowali sobie (mówimy oczywiście o oligarchach, a nie obywatelach z gminu) pewną ścieżkę, która może dać im fortunę. Wszak kraj w ruinie kiedyś musi się podźwignąć, również za te same bezzwrotne datki! Arestowycz posuwa się nawet o krok dalej, kując pewna groźbę, iż w rywalizacji o prymat może dojść również do konfrontacji militarnej dwóch „przyjaciół”, a po ukraińsku najwyżej „partnerów” – i to nie na długo.

Arestowycz pochyla się nad polskim podnóżkiem, miękkim dywanikiem, spluwaczką, co to dla mglistych obietnic poświęciła krew własnych rodaków. Prawo i Sprawiedliwość „zgodziło się zapomnieć o tak zwanej Rzezi Wołyńskiej” i uznało, że jest to „zamknięta karta” w relacjach dwustronnych, w związku z czym o sprawie „nie będziemy nigdy już rozmawiać”.

Może na panelach, na uniwersytetach, świeczka na szczerym zapomnianym polu (po ukraińskich deklaracjach po 11. listopada być może nawet przy kamieniu z raczej poprawnym politycznie napisem…). Gloryfikacja Stepana Bandery na Ukrainie już wierchuszce z Nowogrodzkiej pasuje! Ostatnie marznie partii zwyrodnialców i kanalii z Kijowa to jakiś ekonomiczny deal, a partyjki z Warszawy – pieniężne odkucie się na kontraktach (konieczna odbudowa Ukrainy), które skończy się wielką flegmą na profesorskich okularkach polskiego historyka! (Cdn.)

Roman Boryczko,

11.11.2022

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*