KulturaPolecane

Lustra bez ram. O książce Kazimierza Świegockiego myśli różne (4)

Aczkolwiek lata 30. XX w. przyniosły – wobec publikacji kolejnych pozycji z jego dorobku – wzrost zainteresowania tak życiem, jak twórczością Norwida, to nawet wśród poetów na niego się powołujących (grupy Meteor i Kwadryga) znajomość pism poety była wciąż powierzchowna. Marian Piechal w swojej książce O Norwidzie (1937) dostrzegał w autorze Fortepianu Szopena głównie propagatora idei pracy. I był to jeden z wielu podobnych głosów.

Świegocki zauważa: „Dopiero – paradoksalnie – lata okupacji zmieniają zasadniczo sytuację. Pokolenie Gajcego i Baczyńskiego dostrzegło w odczytaniu na nowo i przyswojeniu jego twórczości ogromną szansę wzbogacenia własnej poezji pierwiastkami, których brakowało poezji dopiero co minionych lat i epok. Chodziło przede wszystkim o problematykę moralną, metafizyczną i narodową, której eksploatacja artystyczna miała podnieść na wyżyny humanistycznego uniwersalizmu nową poezję tak, aby stała się rękojmią walki już nie tylko o fizyczny byt narodu, ale również o jego status moralny, o najwyższe wartości ogólnoludzkie. Odbudowanie w świecie ładu moralnego opartego na absolutnych, niepodważalnych zasadach chrześcijańskich i ufundowanie na ich podstawie nowego bytu narodowego – oto, co można wyczytać z postulatów młodych poetów okupacyjnych, które przejęli oni wprost od Norwida, zwłaszcza z jego Promethidiona. Wystarczy w tym momencie przypomnieć choćby jego myśl, iż zwycięstwo polityczne Polski musi być poprzedzone logicznie „wygraniem w sobie wojny prawdy” (Promethidion), czyli moralnym odrodzeniem narodu”. (Ibid., s. 190).

Kazimierz Wyka, „odkrywca” wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, tego właśnie twórcę uważał za bezpośredniego spadkobiercę Norwida. Warszawski poeta-żołnierz zimą z 1941 na 1942 rok poświęcił wiele czasu na zrozumienie tekstów C. K. Norwida, dochodząc do wniosku, iż „sprawy jego narodu w walce, jego pokolenia na progu katastrofy, jego samego w obliczu śmierci, były jedynie wyimkiem spraw ogólniejszych. Dotyczyły słuszności historii w ogóle, spoczywały na polu moralności i spoczywały na polu historiozofii”. (Wyka Kazimierz, Baczyński, Kraków 1961, s. 104).

Gajcy, Bojarski czy Trzebiński przywoływali myśl Norwida zdecydowanie częściej w tekstach teoretycznych niż we własnych utworach stricte literackich. Tym niemniej odrzucając powierzchowne interpretacje, starali się dojść do sedna poezji autora Vade-mecum.

Niekoniecznie da się to napisać o „masowej” popularności poetyki Norwidowskiej w latach odkrywania „pokolenia Kolumbów”, czyli latach 60. XX w., zwłaszcza w kręgach Orientacji Poetyckiej Hybrydy Leszina i Waśkiewicza. Pisze Kazimierz Świegocki: „rzadko kto w poezji głosi swoje poglądy, walczy o wartości, potępia, poucza czy postuluje. A jeśli można w poezji współczesnej odnaleźć niekiedy aluzje i zdania w formie moralnych postulatów, myśli filozoficznych itp., to wieloznaczność (zamierzona) tych wypowiedzi jest tak wielka, że zatracają one swoją siłę działania i moc przekonywania. Z logicznego punktu widzenia są to zdania, którym nie przysługuje znak asercji. Nie stoi więc za nimi konkretna osoba, która by brała za ich treść odpowiedzialność.” (Świegocki Kazimierz, Norwid i Poeci…, s. 196).

Stąd, pomimo świetnych nagrań Czesława Niemena, który dla popularyzacji Norwida i innych zrobił więcej, niźli wielu teoretyków, model poezji twórcy Promethidiona nad Wisłą się nie przyjął. Lata 70. XX w. odsunęły Norwida niejako na boczny tor rodzimego dialogu literackiego, acz wydarzenia, związane z powstaniem opozycji w PRL (ruch kultury studenckiej i powolne samoorganizowanie się robotników) powinny sprzyjać recepcji jego dorobku.

O pierwszej, w pełni krytycznej edycji pism Norwida pod patronatem KUL i TN KUL wówczas ledwie się mówiło. Dzieła wszystkie będą składać się z 17 tomów: I-II Wiersze, III-IV Poematy, V-VI Dramaty, VII-IX Proza, X-XIV Listy, XV-XVI Notatniki, XVII Albumy.

Niestety, z przyczyn, które trudno zliczyć, dotychczas ukazało się zaledwie siedem tomów: tom VII: Proza I, w opracowaniu Rościsława Skręta (Lublin 2007), tom X: Listy I, w opracowaniu Jadwigi Rudnickiej (Lublin 2008), tom III: Poematy I, w opracowaniu Stefana Sawickiego i Adama Cedry (Lublin 2009) oraz tom IV: Poematy II, w opracowaniu Stefana Sawickiego i Piotra Chlebowskiego (Lublin 2011), tom XII: Listy III, w opracowaniu Jadwigi Rudnickiej, tom V: Dramaty I, w opracowaniu Juliana Maślanki oraz tom VII: Dramaty II, w opracowaniu również Juliana Maślanki.

W dodatku uczelnia, przed budynkiem której pomnik Norwida ustawiono, niekoniecznie wydaje się być zainteresowana jakąkolwiek promocją edycji. Wielu Polaków w ogóle nie jest jej świadomych.

Wspomniane już lata 60. XX w., a zwłaszcza dekada Gierkowska, odrzucając wreszcie estetykę socrealizmu chciały wprowadzić w sztuce zupełnie nowy porządek, bez oparcia jednak w niczym trwalszym niż chwila. Tymczasem, zauważa Świegocki: „w tym momencie Norwid staje w jaskrawej sprzeczności z całą tego rodzaju poezją i sztuką współczesną. On – zarówno jako artysta – i jako człowiek uważał się tylko za sługę prawdy. Wierzył, że „prawda jest” (Promethidion. Wiesław), że tworzyć jej nie trzeba, a jedynie „praktykować”. Wierzył ponadto, śladem Greków, że nie ma piękna bez prawdy i dobra. I tym może najbardziej różnił się od estetyki naszych czasów, która przecież doszczętnie rozparcelowała tę trójcę wartości naczelnych. Słowem, był on strażnikiem świata wartości, wypracowanego przez wieki tradycji i nie widział potrzeby nowej prawdy, ani, tym samym, budowania jakiegoś „nowego humanizmu”. Działalność taka wykraczałaby, według niego, poza kompetencje człowieka.” (Ibid., ss. 197 – 198).

Cofnijmy się czasie. Piękną rozprawę poświęcił badacz Baczyńskiemu. Norwid i religijne motywy w poezji Krzysztofa Baczyńskiego wymagają bardzo uważnej lektury. Są bowiem odszukaniem i omówieniem wątków, które zbliżały młodego warszawiaka do chrystianizmu Norwida. Zaczyna Świegocki od motywu krzyża, by poprzez wiarę, nadzieję, miłość i cierpienie dojść do śmierci.

U Norwida „egzystencja ludzka jest otwarta szeroko na transcendencję, a los człowieka powierzony planom Opatrzności i przeniknięty nadzieją. Śmierć przestaje być bezsensownym zdarzeniem, a nabiera najgłębszego sensu soteriologicznego, staje się jakby <błogosławionym uczynkiem>.” (Ibid., s. 219).

W przypadku Baczyńskiego „śmierć występuje jako nieodłączny motyw nie tyle istnienia w ogóle, co działania, spełniania czynu, jako jego nieusuwalne ryzyko i cena. Toteż nie ma u niego tak spokojnych na temat śmierci rozważań jak u Norwida i darmo by szukać tak wyważonego zdania, iż życie należałoby kończyć z tym królewskim wczasem i pogodą, z jakimi kapłan zamyka Hostię w ołtarzu (Na zgon ś.p. Józefa J.). U poety „czasów pogardy” nie ma nigdzie trwogi przed śmiercią ani nawet skargi na nią jako wyraz niedoskonałości ludzkiego bytu. Mamy natomiast trwogę i lęk przed grzechem, który polega na zakłóceniu porządku miłości. Mamy też tęsknotę do czystości moralnej i świętości, a nie tęsknotę do wiecznego trwania.” (Ibid., s. 220).

Śmierć, z którą Krzysztof Kamil Baczyński obcował na co dzień i jako żołnierz podziemia i jako Polak, wydaje się nabierać dla poety pewność perspektywy nie rozpłynięcia się w nicości, a odrodzenia w nadziei i… świętości. Podejście to zdecydowanie chrześcijańskie, w którym wiara stanowi drogowskaz moralny, jakim wybitnie trudno było w okresie okupacji niemieckiej kierować się wchodzącym dopiero w życie „Kolumbom”.

Tak Norwid, jak o stulecie późniejszy Baczyński, pojmowali otaczające ich realia jako element nie tylko ludzkiej wielkości lub małości, ale jako przejaw prawa Boskiego, które poprzez jednostki ludzie jest realizowane. Pisze Kazimierz Świegocki: „Wspólną płaszczyzną tego spotkania obu poetów jest chrystianizm i jego historiozofia – u autora Promethidiona przyjmująca tu i ówdzie formę poetycko-filozoficznego i poetycko-teologicznego wykładu, u autora czasów wojny zaś zawarta implicite w ideowej warstwie jego wierszy, widoczna przede wszystkim w elementarnych wyznacznikach religijności tej poezji – w motywach wiary, nadziei i miłości, zwłaszcza – nadziei.” (Ibid., ss.  222 – 223).

Jak pisze badacz: „poezja Baczyńskiego jest poezją miłości, wiary i nadziei – trzech naczelnych cnót teologalnych. Ale jest także swego rodzaju świadectwem heroicznych wysiłków ocalenia świata od niego samego, zapisem walki ze światem o świat, wyrazem moralnego zmagania się z człowiekiem o człowieka.” (Ibid. s. 236).

Jak to napisał onegdaj Antoine de Saint-Exupéry: „Będę walczył o człowieka, choćby przeciwko niemu samemu”.

Ten sam czas, ta sama wojna, ta sama śmierć… Ludzi, ale nie prawdy, dobra czy piękna.

Śmierć, podobnie jak Baczyńskiego, powstańcza, spotkała też 22. sierpnia 1944 roku Włodzimierza Pietrzaka. Człowieka, którego pochodzenie z rodziny wybitnego humanisty, Włodzimierza Kokowskiego, niejako predestynowało do pójścia podobną drogą. Zauważony już przed II wojną Pietrzak szybko porzucił poezjowanie, by rozpocząć działalność publicysty i teoretyka kulturalno-politycznego. Podczas okupacji związał się z Konfederacją Narodu i wywarł ogromny wpływ na środowisko Sztuki i Narodu, zwłaszcza poprzez kolejnych naczelnych: Wacława Bojarskiego i Andrzeja Trzebińskiego (obaj nie doczekali wybuchu walk powstańczych). Najbardziej znaną dziś pozycją książkową Pietrzaka jest Rachunek z dwudziestoleciem, zbiór esejów krytycznoliterackich. Tylko zawodowi historycy literatury kojarzą jego nazwisko z memoriałem, na 3 dni przed rozpoczęciem Powstania Warszawskiego wręczonym Delegatowi Rządu na Kraj, gdzie jasno precyzuje swoje negatywne stanowisko wobec planowanego wybuchu walk.

Jego postać i wpływ na podziemną kulturę Warszawy ulegają z wolna zapomnieniu, pomimo nieprzerwanego istnienia od 1948 roku najistotniejszej, a niepaństwowej, nagrody w dziedzinie osiągnięć kulturalnych, czyli Nagrody im. Włodzimierza Pietrzaka. Tym cenniejszym stał się fakt przypomnienia twórcy w tomie Norwid i Poeci Powstania Warszawskiego.

Albowiem Pietrzak, mimo moralnego braku akceptacji rozwoju wydarzeń, od pierwszych godzin włączył się do walk powstańczych. Zginął (podobno) podczas chwili odpoczynku nieopodal bronionej barykady. Gdy dosięgnął go odłamek, czytać miał Nowy wspaniały świat Aldousa Huxley’a.

Pisze Świegocki: „Świadomość, która generuje sztukę i poezję współczesną, jest (…) świadomością świata zdezintegrowanego. Świata, w którym poezja, oderwana od tradycyjnych wartości, od dobra i prawdy, a także piękna, szuka samousprawiedliwienia w samotnym dążeniu do nieznanej prawdy, w stwarzaniu tej prawdy. Cóż osiąga tym sposobem? – mógłby wątpiąco zapytać Norwid – za[1]dziwienie czytelnika niezwykłością skojarzonych ze sobą samych słów, słów i rzeczy, urokiem niespodzianki, złudzeniem wolności i poznania, krzykiem beznadziejnej rozpaczy wreszcie. Ale czcza i smutna to zabawa, wolność pozorna i pozorne poznanie. A krzyk rozpaczy to znak świata, który utracił światło prawdy.” (Ibid. s. 200).

Rzekłbym inaczej – świat jednocześnie ulega dezintegracji jak i odnowie. Walka dobra ze złem nie ma w pamięci gatunku ludzkiego początku (Biblia powiada o grzechu pierworodnym oraz Kainie i Ablu) ani też niełatwo przewidzieć jej koniec (o ile dotyczy wyłącznie ludzi, to ustanie z ostatnim przedstawicielem naszego rodzaju).

Rolą sztuki, tak jak chciał tego Cyprian Kamil Norwid, było zawsze ustanawianie jakiegoś sacrum. Wyrażało się ono poprzez adekwatne do chwili i środków technicznych przekraczanie szarzyzny codzienności ku dobru, pięknu i prawdzie. Dla odbiorców były one tym bardziej istotne (i tym do zdobycia trudniejsze), im w gorszej zawierusze dziejów powstawały. Jak dotychczas z niczym gorszym niźli potężne kataklizmy przyrodnicze i wojny (z każdą z nich rośnie procent zabijanej ludności cywilnej) nie mieliśmy do czynienia.

Kolejne eseje Norwida i Poetów Powstania Warszawskiego zarysowują obszar do intelektualno-emocjonalnego zagospodarowania. Dzisiejsi Polacy jeszcze potrafią odczytać ich kody kulturowe. Oby jak najdłużej.

Pokolenie Stroińskiego i Gajcego żyło krótko. Ale umiało podnieść ciężar czasów i zła, jakie przyniosły. Starało się być lustrem okrutnego świata, ale też zaznaczyć w nim wiarę w to, co transcendentne, co nieprzemijalnie roztaczać będzie wokół nimb wartości podstawowych. To okupanci – ci brunatni i ci czerwoni – chcieli zamknąć mu horyzont ramami nieludzkich ideologii.

Za cenę wielkich ofiar ich zamiary zostały zniweczone. Jeszcze tym razem Polska nie zginęła…

 

Lech L. Przychodzki

 

Świegocki Kazimierz, Norwid i Poeci Powstania Warszawskiego, Wyd. Stowarzyszenie imienia Witolda Hulewicza, Warszawa 2023, ss. 380

Norwida i poetów Powstania Warszawskiego dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

(Visited 120 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *