Ku implozji NATO? (4)
W kierunku rozpadu Sojuszu Atlantyckiego? (2026). Klęska NATO na Ukrainie
15. stycznia 2026 roku prezydent Trump powiedział agencji Reuters, że to Ukraina – a nie Rosja – blokuje potencjalne porozumienie pokojowe. Ale jak do tego doszło?
Po podważeniu europejskiej stabilności strategicznej poprzez stopniowe zbliżanie swoich sił do granic Rosji, Washington wywarł decydujący wpływ na Ukrainę po zamachu stanu w 2014 roku.
Celem było wprowadzenie kraju na orbitę euroatlantycką poprzez przyspieszenie jego militaryzacji, wbrew powtarzającym się czerwonym liniom Moskwy.
Po rozpoczęciu przez Rosję „specjalnej operacji wojskowej” w lutym 2022 roku, Stany Zjednoczone odpowiedziały, udzielając Kijowowi ogromnego wsparcia wojskowego, finansowego i politycznego. Strategii tej towarzyszyły najsurowsze w historii sankcje międzynarodowe, mobilizujące G7 do destabilizacji trzeciego co do wielkości mocarstwa geopolitycznego świata.
Pomimo skali tych działań, wojna na wyniszczenie między Rosją a NATO, z Ukrainą w centrum, wydaje się nieubłaganie obracać na korzyść Moskwy, ze względu na jej przewagę w zasobach ludzkich, logistycznych i przemysłowych.
Nord Stream
Stany Zjednoczone posunęły się nawet do sabotowania głównej infrastruktury energetycznej łączącej Rosję z Niemcami – gazociągów Nord Stream – co ujawnił dziennikarz Seymour Hersh, a o czym świadczy ironia, z jaką sekretarz skarbu USA, Scott Bessent, rozmawiał na ten temat z Tuckerem Carlsonem.
To największy akt terrorystyczny na terytorium Europy od czasów II wojny światowej. Rurociągi te należały zarówno do państwa rosyjskiego, jak i europejskich partnerów, czyli członków NATO. Rzadko wspominany publicznie, akt ten najprawdopodobniej podważył zaufanie w sojuszu.
Zdając sobie sprawę, iż nie uda im się „powalić Rosji na kolana”, Washington pozycjonuje się teraz jako mediator w konflikcie, który sam rozpalił. Postawa ta kontrastuje z coraz bardziej wojowniczą postawą europejskich i ukraińskich sojuszników, mimo że układ sił na miejscu jest dla nich niekorzystny.
Najnowszy raport Pentagonu zdaje się obecnie spychać Rosję do statusu „stałego, ale możliwego do opanowania” zagrożenia, umieszczając ją poza sednem strategicznych priorytetów USA. Ta strategiczna zmiana potwierdza przesunięcie uwagi Stanów Zjednoczonych na inne teatry działań, uznawane za bardziej decydujące.
Europejczycy są zatem zachęcani do „wzięcia na siebie większej części ciężaru”, co przekłada się zarówno na stopniowe wycofywanie się Washingtonu, jak i na zwiększoną presję na Unię Europejską, aby zwiększyła wydatki wojskowe, z korzyścią dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego.
Washington, odpowiedzialny za najpoważniejszy konflikt w Europie od czasów II wojny światowej, który pochłonął miliony ofiar i spowodował przesiedlenia, może jednak liczyć na to, iż Europejczycy zatuszują własną odpowiedzialność i błędy, prezentując się tym samym jako rozsądna potęga, której celem jest pokój.
Grenlandia i kryzys dyplomatyczny
6. stycznia 2026 roku, kilka dni po porwaniu prezydenta Wenezueli, Donald Trump sprowokował kryzys dyplomatyczny, ogłaszając zamiar aneksji Grenlandii, za porozumieniem lub siłą, w celu „zabezpieczenia” Arktyki przed Chinami i Rosją.
Groził nałożeniem ceł w wysokości od 10% do 25% na osiem krajów europejskich, które odmówiły podpisania porozumienia. Po wciągnięciu NATO w przegraną wojnę z Rosją, Washington zagroził teraz własnym sojusznikom, pozbawiając Artykuł 5. jego istoty, a wraz z nim fundamentów Sojuszu.
W odpowiedzi prezydent Francji wysłał na Grenlandię symboliczny kontyngent, wspierany przez jednostki niemieckie, skandynawskie i brytyjskie, aby nie ulec amerykańskiemu szantażowi. Trump posunął się nawet do groźby wobec prezydenta Francji, twierdząc, że „zostało mu zaledwie kilka miesięcy u władzy” i grożąc wprowadzeniem ceł sięgających nawet 200% wobec Francji.
21. stycznia 2026 roku Trump dokonał spektakularnego zwrotu na Forum Ekonomicznym w Davos. W swoim przemówieniu jednoznacznie wykluczył użycie siły i ogłosił, że jest w trakcie zawierania porozumienia w sprawie Grenlandii i całego regionu Arktyki.
Chociaż eskalacja militarna i gospodarcza została zażegnana, szkody zostały wyrządzone. Zaufanie Europejczyków do Stanów Zjednoczonych zostało głęboko nadszarpnięte. Groźba nałożenia ceł, a nawet aneksji terytorialnej wobec innego członka NATO, poważnie nadszarpnęła europejskie zaufanie do wiarygodności USA.
Notatka analityka, George’a Saravelosa, szefa działu analiz walutowych w Deutsche Bank, opublikowana 18. stycznia, wywołała spore poruszenie. Wskazuje on w niej, że kraje Unii posiadają ponad 8 bilionów dolarów amerykańskich aktywów (dłużnych i akcji), prawie dwa razy więcej niż reszta świata razem wzięta.
Według niego, w przypadku przedłużającej się eskalacji, UE nie jest bezsilna wobec Stanów Zjednoczonych. Redukcja inwestycji mogłaby ujawnić strukturalną wrażliwość amerykańskiej gospodarki uzależnionej od kapitału zagranicznego.
Kilka dni później, na tym samym Forum w Davos, Ray Dalio, założyciel największego na świecie funduszu hedgingowego, potwierdził intuicję Saravelosa. Zwrócił uwagę, iż wojny gospodarcze często ewoluują od „wojny handlowej” – jak to ma obecnie miejsce w przypadku ceł – do „wojny kapitałowej”, obejmującej kontrolę kapitału, ograniczenia inwestycyjne lub masową wyprzedaż aktywów.
Scott Bessent, sekretarz skarbu USA, zbagatelizował ryzyko masowej sprzedaży amerykańskich obligacji przez Europę, twierdząc, że skontaktował się z prezesem Deutsche Bank, który podobno zdystansował się od ratingu swojego analityka.
Jednakże kluczowy przekaz pozostaje: gospodarka USA w dużej mierze opiera się na imporcie dóbr przemysłowych z reszty świata, finansowanym przez kapitał zagraniczny, który uzupełnia deficyty.
„America First” i powrót do doktryny Monroe (2026)
Pomimo agresywnej i często spektakularnej retoryki Donalda Trumpa, rzeczywistość jest brutalna: amerykańskie imperium, które dominowało bezkonkurencyjnie po upadku bloku sowieckiego, chyli się ku upadkowi.
Model, który dominował przez trzy dekady – import towarów przemysłowych na masową skalę, finansowanie ich przepływami kapitału zagranicznego i grożenie siłą militarną każdemu państwu, które próbowało uwolnić się od dolara – dobiega końca.
Z doktryną America First Trump, pod pozornym chaosem, dokonuje strategicznego odwrotu. Wycofuje imperium z powrotem na półkulę zachodnią, próbując reindustrializować kraj i narzucać amerykańskie interesy, otwarcie ignorując prawo międzynarodowe.
Świat zaczyna zdawać sobie sprawę, iż Washington poniósł pierwszą militarną porażkę na Ukrainie, nawet jeśli europejska wojowniczość i upór europejskich przywódców w ignorowaniu rzeczywistości wciąż pozwalają przedstawiać Stany Zjednoczone jako pokojowego pośrednika w tym konflikcie.
Kryzys dyplomatyczny wokół Grenlandii głęboko zachwiał zaufaniem Europejczyków do kapryśnego i agresywnego przywództwa Washingtonu. Wszystkie sojusze, zawarte od 1945 roku, są obecnie zawieszone.
Washington coraz bardziej zaciera granicę między sojusznikami a przeciwnikami i odrzuca multilateralizm jako zbyt ograniczający. Choć NATO nie zostało jeszcze oficjalnie rozwiązane, jego rdzeń – Artykuł 5. i gwarancja wzajemnej ochrony – jest już martwy.
Potwierdzając hasło Ameryka przede wszystkim, Trump wyraźnie przywraca fundamentalne zasady Doktryny Monroe z 1823 roku, zmodernizowanej pod nazwą Wniosek Trumpa w Strategii Obrony Narodowej 2026. Koncentruje on amerykańskie priorytety na terytorium narodowym i kontynencie amerykańskim, ustanawiając wyłączną strefę wpływów wobec Chin i Rosji.
Oficjalne dokumenty strategiczne Pentagonu to potwierdzają: priorytetem jest wówczas Indo-Pacyfik (przeciwko Chinom), zarządzanie Iranem (i ochrona Izraela), a dopiero potem kwestia rosyjska – w dużej mierze pozostawiona Europejczykom.
Nawet jeśli NATO będzie istnieć na papierze, jego pierwotne znaczenie i wzajemne zaufanie zostały nadszarpnięte. Zerwanie już nastąpiło – tylko żadna ze stron jeszcze się do niego w pełni nie przyznała.
Auguste Maxime
Tłum. Andrzej Filus
Za: Forum Geopolitica

