Kijów – wojna czy pokój? (2)
Mieszkamy w kamienicy z początku XX wieku, czas jakby się zatrzymał. Przestronne podwórka, bramy – ale wszystko przyjazne, nie czuć w powietrzu tej „specyfiki lat 90” …
Nasi gospodarze biorą nas na przejażdżkę na drugą stronę miasta, za Dnipro. Rzeka 2 razy szersza niż Wisła. Pośrodku piękna, zielona, ogromna wyspa. Po drugiej stronie (lewej) inny świat.
Blokowiska – tym razem powrót do lat 80. Sowieckie bloki, jakich w Polsce się już raczej nie doświadczy. Ale mimo tej betonozy – mnóstwo zieleni. Ludzie też zdają się spokojni i przyjaźni. Wódeczka, browarki na każdym kroku, postkomuna gębą pełną, ale wszystko to w jakieś takiej miłej, beznapinkowej atmosferze.
Po prawej stronie Dnipro mieszkają ci, co osiągnęli sukces, po lewej reszta – aspirujących. Różnica jest widoczna: lewa strona trochę zaściankowa bardziej przaśna – ale też przyjazna. Prawa – światowa, piękna architektura, wzgórza…
Auta zachodnie jak u nas i po lewej i po prawej. Aczkolwiek tylu Mercedesów G klasy, ile w Kijowie, w życiu nie widziałem – to chyba jakiś fetysz nowobogackich elit – fura od pół bańki w górę.
Atmosfera jak dla mnie i tu i tu w porządku, po prawej jakby bardziej godnie – zamiast wódki i piwa z plastikowych butelek – drogie wina w ogródkach restauracji.
Wracamy na prawy brzeg – pięknie położone wzdłuż linii Dniepru nowsze osiedla, oddzielone od rzeki zielonymi parkami – coś jak nasza Kępa Potocka – tylko osiedla o zupełnie innym charakterze. Sowieckie bloki po lewej stronie – normalne pudełka, jak u nas, tylko nie odnawiane od 50 lat straszą brutalną strukturą. Po prawej stronie przedziwny architektoniczny trend – u nas niespotykany.
Wysokie mrówkowce, ale z polotem. Budowane ok. 2000 roku o przedziwnej formie pałacowo – wieżowej. Praktycznie zawsze zwieńczone czymś na kształt szpiczastej wieży. Dodatkowo nie kanciaste, tylko z finezyjnymi zaokrągleniami – co znacznie musiało podwyższać koszty budowy. W wyniku tego powstała ciekawa hybryda – coś pomiędzy brutalnymi sowieckimi klockami, a pięknie zaokrąglonymi cerkwiami. Ani to piękne, ani brzydkie – ciekawe. Jakby próba wskrzeszenia jakieś idei przestrzennej harmonii w kompromisie z użytkowym pragmatyzmem. Co ciekawe, większość budowanych po 2000 roku budynków tak się prezentuje. Połączenie monumentalnego socrealizmu z jakąś bajkową scenerią i wśród tego zamieszania piękne, wiekowe cerkwie.
Infrastruktura z lat 90 pomieszana z technologią – w każdej knajpce menu na QR kod, uliczni bardowie i żebracy zamiast gotówki do kapelusza zbierają datki na konto – prezentując QR kody z numerem kont bankowych i swoje konta na Instagramie.
Barwne podwórka kamienic naszpikowane małymi lokalami: knajpki, szewc, sex shopy, studia tatuaży, butiki, krawcowe, salon mody, rzeźnik, salon appla, szkoła muzyczna – wszystko w zgodnej koegzystencji i w wiekowych kamienicach. Coś czego nie zaznamy w zniszczonej wojną Warszawie.
No i w końcu ludzie. Nasi gospodarze. Gościnni i pomocni. Żyjący po prawej stronie, aczkolwiek pochodzący z lewej. Niewątpliwie osoby, które osiągnęły sukces w życiu zawodowym. Spośród kilku osób – sami programiści – jak o sobie mówią z branży IT + jeden muzyk. Nowocześni i bardzo patriotycznie nastawieni – wszyscy – kobiety i mężczyźni. Biorąc pod uwagę skalę manifestacji narodowej przynależności omalże na każdym kroku, rozmowy na tematy geopolityczne zostawiam dyskretnie na koniec.
Każda z osób, z jaką rozmawialiśmy: począwszy od policjantki, z którą podróżowaliśmy w meblościankowym wagonie do Kijowa, poprzez naszych gospodarzy, skończywszy na sublokatorze w pociągu powrotnym – jest pogodzona z koniecznością i wręcz nieuchronnością wojny. Nie widzą innych rozwiązań. Z nastawieniem na długi, wymagający poświęcenia i krwi konflikt. Co ciekawe mężczyźni, którzy nas gościli, nie uciekli za granicę, w pełni świadomie zostając na miejscu.
Z jednej strony nie chcąc z powodów etycznych walczyć z bronią w ręku, z drugiej strony nie chcąc uciec i zostawić ojczyzny – co z łatwością przy wszechobecnej korupcji mogliby zrobić. (Cdn.)
Wiktor Morgulec
Zdjęcia Autora





