KulturaPolecane

Fulton Sheen i ja

Historia rodzi ludzi, których wpływ wykracza daleko poza ich ziemskie życie. Stają się oni nauczycielami pokoleń, jakich nigdy nie spotkali, duchowymi towarzyszami osób, których imion nigdy nie poznali oraz przypomnieniem, że wiara nie jest jedynie zbiorem twierdzeń do przyjęcia, lecz sposobem życia, który należy przyjąć za własny. Dla mnie jedną z takich niezwykłych postaci jest arcybiskup Fulton J. Sheen.

Fulton Sheen posiadał rzadki dar: potrafił wprowadzić bogactwo, piękno i intelektualną głębię tradycyjnego katolicyzmu do domów zwykłych Amerykanów. Dzięki cotygodniowemu, półgodzinnemu programowi telewizyjnemu Life Is Worth Living (Życie jest warte przeżycia), emitowanemu w latach 50. i nagrodzonemu statuetką Emmy, przybliżył milionom widzów tradycyjny katolicyzm rzymski. Nie rozmywał wiary, by uczynić ją bardziej przystępną dla ducha epoki. Prezentował ją z jasnością, przekonaniem, humorem, ciepłem i głęboką miłością do Jezusa Chrystusa.

Dla tych z nas, którzy cenią tradycyjną wiarę katolicką, Sheen pozostaje postacią niezwykle inspirującą. Jego katolicyzm był zakorzeniony w Eucharystii, kapłaństwie, życiu sakramentalnym, praktykach duchowych karmiących wiernych przez wieki, potrzebie ewangelizacji oraz w publicznym uznaniu wyjątkowej roli Najświętszej Maryi Panny w dziele zbawienia człowieka.

Wiara katolicka, głoszona przez Sheena, sprzyjała tradycyjnym praktykom sprzed Soboru Watykańskiego II, które kształtowały pokolenia katolików. Msza łacińska – z jej czcią, tajemnicą i ukierunkowaniem na to, co transcendentne – wyrażała wizję kultu, w którym człowiek zostawał oderwany od rozpraszających spraw świata i wprowadzony w wyjątkową przestrzeń, zarezerwowaną dla ponownego ofiarowania się Chrystusa.

Sheen rozumiał również znaczenie pozornie zwyczajnych praktyk życia katolickiego: piątkowej wstrzemięźliwości od mięsa, cotygodniowej spowiedzi, modlitwy osobistej, codziennego odmawiania różańca i osobistych wyrzeczeń. Praktyki te nie były pustymi regułami ani ciężarami, narzuconymi dla samej zasady. Właściwie rozumiane, stanowiły narzędzia formacji duchowej.

Geniusz Sheena polegał na umiejętności wyjaśniania prawd wiary i zasad duchowego życia w sposób zrozumiały dla zwykłych ludzi. Potrafił mówić o teologii, nie pozbawiając jej życia; o grzechu – nie potępiając przy tym grzesznika oraz o świętości – nie przedstawiając jej jako czegoś, zarezerwowanego wyłącznie dla zakonników i zakonnic. Rozumiał, że każdy człowiek, bez względu na wykształcenie, majątek czy pozycję społeczną, został stworzony do komunii z Bogiem.

Oto jak Fulton Sheen wpłynął na moje życie. Krótko po ukończeniu studiów prawniczych otrzymałem w prezencie od znajomego Cudowny Medalik. Był to piękny, tradycyjny wizerunek Najświętszej Maryi Panny, wykonany z 24-karatowego złota – taki, jaki katolicy często noszą na szyi na łańcuszku. Napisałem do arcybiskupa Sheena z prośbą o jego pobłogosławienie.
Odpowiedział szybko. W liście zaprosił mnie na spotkanie w Wielkim Tygodniu, o godzinie 12:30, w prezbiteriańskim kościele Marble Collegiate na Manhattanie, gdzie wygłaszał kazania.
Dotarłem na miejsce na czas, by wysłuchać jego tradycyjnego katolickiego kazania. Następnie stanąłem w kolejce osób, czekających na spotkanie z nim. Gdy przyszła moja kolej, całkowicie mnie zaskoczył.

Spojrzał mi prosto w oczy i powiedział: „Musisz być Andrew. Pokaż mi medalik!”.
Drżącymi rękami poluzowałem krawat, rozpiąłem dwa górne guziki koszuli, zdjąłem medalik i podałem mu go. Trzymał go w jednej dłoni. Drugą dotknął moich oczu, uszu i ust. Pobłogosławił medalik i ucałował go, po czym założył mi go na szyję.

Następnie objął dłońmi całą moją głowę.

Było to niezwykle osobiste spotkanie. Oto święty człowiek Kościoła, postać znana milionom, a jednak w tamtych chwilach całą swoją uwagę kierował ku Bogu, sakramentalnemu znaczeniu medalika oraz prośbie nieznajomego człowieka. Zapytałem go, dlaczego spotykamy się w kościele protestanckim.

Powiedział w zasadzie: „Ci ludzie muszą wiedzieć, że w kościołach katolickich na całym świecie Jezus Chrystus jest fizycznie obecny pod postacią chleba i wina; i pragnie On być obecny w ich sercach”.

Ta odpowiedź ukazywała coś istotnego w posłudze Sheena. Jego miłość do katolicyzmu nie skłaniała go do wycofania się ze świata. Przeciwnie – przynaglała go, by niósł katolickie przesłanie ludziom, którzy być może nigdy nie przekroczyliby progu kościoła. Rozumiał, iż ewangelizacja wymaga wychodzenia do ludzi tam, gdzie się znajdują, odpowiadania na nurtujące ich pytania i prowadzenia ich ku pełni prawdy.

Jaki jest cel życia? Jaki jest sens cierpienia? Jak należy zmierzyć się z grzechem? Co oznacza miłość do Boga? Gdzie można znaleźć prawdę, przebaczenie i trwałą nadzieję? Dlaczego istnieją wojny i ludobójstwo? Żadne pytanie nie pozostawało bez jego uwagi.
Odpowiedzi Sheena zawsze prowadziły z powrotem do Chrystusa – przez Maryję.

Bliskie mu tradycyjne praktyki katolickie stanowiły praktyczną odpowiedź na ubóstwo duchowe. Msza łacińska kierowała duszę ku tajemnicy transsubstancjacji. Spowiedź przywracała relację między grzesznikiem a Bogiem. Różaniec wprowadzał tajemnice Chrystusa i Maryi w codzienność. Post i umartwienie osłabiały władzę egoizmu i chciwości. Osobista modlitwa otwierała serca na Bożą łaskę.

Praktyki te nie obiecywały łatwego życia. Wymagały dyscypliny, pokory i wytrwałości. Sheen rozumiał jednak, że świętość nie rodzi się z dążenia do wygody. Wymaga ona codziennej decyzji, by postawić Boga ponad samym sobą.

W tym tygodniu Kościół ogłasza błogosławionym arcybiskupa Fultona J. Sheena. Beatyfikacja to formalne stwierdzenie, iż dana osoba może być publicznie czczona jako błogosławiona, zgodnie z normami Kościoła. To ważny krok na drodze do kanonizacji.

Dla tych, którzy od dawna podziwiali Sheena, jego beatyfikacja jest okazją nie tylko do świętowania jego dokonań, ale także do refleksji nad jego świętością. Dla mnie arcybiskup Sheen zawsze pozostanie kimś więcej niż tylko postacią z historii amerykańskiego katolicyzmu. Jest człowiekiem, który – nie znając mnie – spojrzał mi w oczy, w tajemniczy sposób wypowiedział moje imię i przyciągnął mnie do swego serca. To spotkanie pozostaje w moim sercu jako niezasłużony dar od przyszłego świętego. Błogosławiony Fultonie J. Sheen, módl się za nami.

Andrew P. Napolitano,

Tłum. Andrzej Filus

(Visited 1 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *