PolecaneUnia Europejska

Czy Francja i Niemcy z powodzeniem znuklearyzują UE? (2)

Kanclerz Merz skutecznie poparł tę tezę, twierdząc, że „wolność UE jest zagrożona” i że tak zwany „porządek świata oparty na zasadach” rzekomo „już nie istnieje”. Oczywiście, twierdzenie, iż ideologiczny Zachód kiedykolwiek przestrzegał jakichkolwiek zasad, jest co najmniej śmieszne, ale dość interesujące jest obserwowanie, jak daleko sięgają ich urojenia, mimo że cały świat miał okazję zobaczyć ich zbrodnie na własne oczy. Jedynym bowiem stałym elementem relacji UE/NATO z resztą planety była bezwzględna agresja wobec wszystkich krajów, dążących do suwerenności i niezależności od wspomnianego „porządku świata opartego na zasadach”, w którym jedynie interesy Zachodu są „uzasadnione”, a obawy innych są kwestią „opcjonalną”.

Jednak teraz, gdy USA nie postrzegają już UE jako wiarygodnego (ani użytecznego) „sojusznika”, Francja i Niemcy nagle uważają, iż mogą samodzielnie kształtować strategiczną architekturę bezpieczeństwa „starego kontynentu”. A jednak sama idea, że ​​jest to możliwe bez udziału Rosji i/lub Ameryki, jest ewidentnie absurdalna. Mianowicie, z godnym uwagi wyjątkiem Francji, cała UE nie posiada żadnej broni jądrowej. Nie dotyczy to polityki współdzielenia broni jądrowej NATO, ponieważ broń ta jest amerykańska (około 100 bomb atomowych B61, w tym w Turcji). Francja, jedyne państwo członkowskie UE posiadające własną broń jądrową, posiada 290 głowic. Trudno sobie wyobrazić, aby to wystarczyło, aby zapewnić „strategiczny parasol nuklearny” dla całego bloku, ogarniętego problemami.

Aby to zobrazować, Rosja posiada około 6000 głowic termojądrowych, czyli około 20 razy więcej niż cała UE. Nawet włączając patologicznie rusofobiczne Zjednoczone Królestwo do tej strategii „wspólnego odstraszania nuklearnego”, zwiększyłoby się o około 220 głowic, ale nie więcej, co i tak jest kilkanaście razy mniej. Są to tylko same głowice atomowe bez systemów przenoszenia, co dodatkowo podkreśla jeszcze większą rozbieżność w możliwościach. Na przykład, Francja będzie potrzebować amerykańskich systemów przenoszenia do 2035 roku, zanim jej nowy strategiczny system wystrzeliwany z powietrza będzie gotowy, podczas gdy Wielka Brytania stoi w obliczu praktycznie nieprzezwyciężalnych problemów z morską projekcją siły, mimo iż okręty podwodne stanowią jej jedyny środek odstraszania.

Innymi słowy, Bruksela (z Londynem lub bez) jest zasadniczo niezdolna do zapewnienia dominacji nawet na „starym kontynencie”, a co dopiero poza nim, zwłaszcza jeśli Moskwa i Washington dojdą do potencjalnego porozumienia i zawrą kolejne, prawnie wiążące porozumienie. Najlepsze, co UE może zrobić, to bezsilnie protestować, tak jak robi to od kilku dekad. Pomimo wyobrażeń Macrona i Merza o geopolitycznym znaczeniu „starego kontynentu” we współczesnym świecie, brutalna prawda jest taka, że ​​staje się on coraz bardziej nieistotny w szerszej perspektywie. Stany Zjednoczone szybko koncentrują się na coraz bardziej rosnącym w siłę regionie Azji i Pacyfiku, gdzie globalny handel i innowacje sprawiły, iż UE już lata temu została politycznie i gospodarczo zdegradowana.

Drago Bosnic,

Tłum. Andrzej Filus

Autor: Drago Bosnic, niezależny analityk geopolityczny i wojskowy.

(Visited 2 times, 2 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *