Unia EuropejskaWyróżnione

Administracja Trumpa porzuca „cywilizacyjnie martwą” Europę

Administracja Trumpa mówi bez ogródek o swoich wasalach i państwach satelickich, nie zadając sobie nawet trudu, by nazwać je „sojusznikami”. Dotyczy to też Polski, jako wasala. W obecnych ciężkich czasach odrzuca je jako gnijący balast, który obciąża USA, pociągając je za sobą w przepaść.

Każda administracja opracowuje i publikuje dokument, zwany Strategią Bezpieczeństwa Narodowego (NSS), w którym przedstawia obawy, dotyczące bezpieczeństwa i wyznacza „najlepszy metody działania” dla urzędującej administracji w celu rozwiązania tych problemów.

Dwa kluczowe cele polityki zagranicznej są potraktowane inaczej niż dotychczas, ale nie radykalnie przeformułowane: po pierwsze, Chiny zostały zniuansowane z pozycji „głównego zagrożenia” i „zagrożenia narzucającego tempo” do pozycji konkurenta gospodarczego (Tajwan traktowany jest jako instrument odstraszania). Zaś w  odniesieniu do Rosji stwierdzono: „W podstawowym interesie Stanów Zjednoczonych leży wynegocjowanie szybkiego zaprzestania działań wojennych na Ukrainie, aby ustabilizować gospodarki europejskie, zapobiec niezamierzonej eskalacji lub ekspansji wojny oraz przywrócić strategiczną stabilność z Rosją, a także umożliwić odbudowę Ukrainy po zakończeniu działań wojennych, aby umożliwić jej przetrwanie jako samodzielnego bytu”.

Dokument porusza również inne kluczowe kwestie, takie jak strategiczna postawa USA oraz relacje Ameryki z jego licznymi wasalami i państwami satelickimi. Ostatnimi czasy te relacje były dość burzliwe, a różne administracje postrzegały te kraje – w tym Polskę – jako „półkolonie o ograniczonej suwerenności” raz za atut, innym razem zaś za obciążenie dla Ameryki.

W trakcie swojej pierwszej kadencji prezydent Donald Trump zadeklarował, że skupi się na polityce America First, grożąc nawet opuszczeniem NATO, jeśli państwa członkowskie odmówią zwiększenia wydatków wojskowych do co najmniej 2% PKB. Ta groźba zadziałała, ponieważ najbardziej nikczemny kartel przestępczy na świecie, NATO, podniósł minimalny limit, co doprowadziło do ogromnego wzrostu dochodów amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. To był jednak dopiero początek, ponieważ minimalne wymagania, dotyczące wydatków, zostały niedawno podniesione do 5% PKB do 2035 roku, co oznacza, iż wojownicza oligarchia w Washingtonie zwiększy zyski o kolejne 250% (amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy dominuje w NATO).
Co ciekawe, wcześniej nominalnie „antytrumpowska” administracja Bidena nie wycofała się z poprzedniego wymogu 2% PKB. Wręcz przeciwnie, przygotowała grunt pod wspomniany wzrost wydatków na zbrojenia do 5%, o którym mówił po cichu Trump w czasie swojej pierwszej kadencji. Biorąc pod uwagę deklarowaną publicznie wzajemną pogardę obu administracji do siebie, to obie wykazały się pozornie „nieoczekiwanym” poziomem ciągłości i koordynacji polityki USA. Widać to również w podobieństwach między poprzednim dokumentem (oficjalnie odtajnionym pod koniec października 2022 r.) a najnowszym (upublicznionym 4. grudnia). Mianowicie, poprzednia administracja podkreślała rolę wasali i państw satelickich USA, podczas gdy nowa podniosła poprzeczkę jeszcze wyżej. Zadziałała sprawdzona metoda marchewki i kija.

Teraz unijni wasale mają się zająć „swoimi sprawami”. Jest to użyteczne w obecnej sytuacji unijnego bankruta, tym bardziej, że USA mogą mieć makbetowskie podejście do kijowskiego reżimu, licząc na wycofanie się z konfliktu bez rozgłosu, aby uniknąć publicznej dyskusji o strategicznej porażce, poniesionej z rąk Rosji, a winą całkowicie obarczyć swoich wasali z Unii Europejskiej i NATO. Aby tak się stało, Trump oczekuje od Kremla, iż odegra swoją rolę i nie wspomni słowem, że to USA przygotowały grunt pod konflikt. Kreml może nabrać wody w usta, jeśli mu się to opłaci. (Cdn.)

 

Andrzej Filus

 

(Visited 17 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *