InnePolecane

14-latka, wracająca autobusem szkolnym do domu, zginęła w wyniku ataku koalicji saudyjskiej w Jemenie (2)

„Odłamki przebiły się przez pojazd”

Rehab Al-Jaafari i Reem Al-Wakedi – obie również w wieku 14 lat – podróżowały autobusem wraz z al-Amri. Ojciec Rehab, Bassem, powiedział serwisowi Drop Site News, że w chwili ataku były one jedynymi trzema dziewczętami, pozostałymi w autobusie. Rehab przekazała ojcu, iż poprosiły kierowcę o zatrzymanie się i przeczekanie, gdy pierwszy pocisk uderzył w pobliżu pobliskiej stacji benzynowej Atiya.

„Powiedział im, żeby się nie martwiły, i przyspieszył, by dotrzeć w bezpieczne miejsce. Gdy autobus mijał bazę Houthi, będącą celem ataku, uderzył drugi pocisk, a odłamki przebiły się przez pojazd. Rehab ściągnęła siedzącą obok koleżankę pod siedzenie. Athir siedziała w ostatnim rzędzie” – relacjonował ojciec.

Rehab odzyskała przytomność na pace wojskowego pickupa, należącego do Houthi – jednego z kilku pojazdów wojskowych, które przewoziły rannych do szpitala Al-Nubala. Reem Al-Wakedi doznała średnio ciężkich obrażeń ramienia; w szpitalnym oddziale ratunkowym opatrywano jej rany. Zanim trafiła na oddział intensywnej terapii, Rehab zapytała ojca, gdzie są pozostałe dziewczyny. Bassem powiedział córce, że al-Amri jest leczona na innym piętrze. Nie wyjawił jej, iż koleżanka zginęła.

W plecach Rehab utkwiły odłamki; dziewczyna straciła wzrok w prawym oku. Rana na twarzy uszkodziła jej ucho i uniemożliwiła prawidłowe otwieranie ust. Nadal otrzymuje płyny dożylnie i wymiotuje po każdym posiłku. Lekarze usunęli odłamki z jej prawego ramienia, a rana prawej stopy sprawia, że minie sporo czasu, zanim będzie mogła chodzić. Według ojca została wypisana ze szpitala 6. października, choć nadal wymaga opieki medycznej.

 

Brak schronienia

3. października w wyniku ataku w pobliżu szpitala położniczo-pediatrycznego Al-Sabeen w Sanie uszkodzeniu uległy okna, sprzęt medyczny i zapasy leków, a 10 osób – członków personelu i pacjentów – zostało rannych; informację tę przekazał serwisowi Drop Site przedstawiciel ministerstwa zdrowia, Al-Asbahi.

Pielęgniarka Aisha Mohammed opowiedziała, że złamała prawą rękę, gdy przewróciły się na nią drzwi. Szyby w oknach popękały, a sprzęt wspomagający oddychanie został odrzucony na drugi koniec sali. „W największym niebezpieczeństwie znalazły się wcześniaki i niemowlęta, przebywające w inkubatorach” – stwierdziła Mohammed.

Następnego dnia, nad miastem ponownie pojawiły się samoloty bojowe, co skłoniło część pacjentów do ucieczki ze szpitala.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w pełni funkcjonuje jedynie około 60% jemeńskich placówek medycznych, a kompleksowa opieka w zakresie leczenia urazów i pomocy doraźnej dostępna jest w około 6% spośród ocenianych placówek.

„Nasze szpitale nie są w stanie przetrwać ataków tego typu” – powiedział Al-Asbahi, zwracając uwagę, że placówki te są uzależnione od generatorów prądu, do których działania niezbędne jest paliwo – towar obecnie deficytowy.

Mieszkańcy wskazują, iż wystrzeliwanie pocisków balistycznych z terenu miasta również budzi grozę. O świcie 8. października ludzi obudziła potężna eksplozja; wielu wzięło ją za atak wroga. Jak relacjonowali mieszkańcy, był to pocisk wystrzelony z okolic lotniska w Sanie.
Wesam Ahmed, pracownik firmy przewożącej towary z Dżuddy – drugiego co do wielkości miasta Arabii Saudyjskiej – do Sany, poinformował, że w wyniku ataków uszkodzeniu uległo biuro jego firmy w dzielnicy Attan, położonej na południowy zachód od stolicy. Dodał, iż musiał zawiesić działalność i stracił setki klientów.

Tawfiq al-Hamidi, szef mającej siedzibę w Genewie organizacji SAM (SAM Organization for Rights and Liberties), która dokumentuje przypadki łamania praw człowieka w Jemenie, powiedział, że naloty sił pod wodzą Arabii Saudyjskiej uderzyły w zamieszkane obszary w biały dzień. Uznawany na arenie międzynarodowej rząd ostrzegł mieszkańców, aby trzymali się z dala od obiektów wojskowych, należących do ruchu Ansar Allah.

– Jednak w Sanie unikanie każdego miejsca powiązanego z tą grupą mogłoby oznaczać konieczność omijania znacznych części miasta, które praktycznie nie posiada systemu obrony cywilnej ani schronów – stwierdził al-Hamidi.

 Rachid Mohsen*
Ze względu na sytuację bezpieczeństwa w Jemenie reporterowi zapewniono anonimowość. Rachid Mohsen to pseudonim.

8. października

Tłum. Andrzej Filus

Artykuł powstał we współpracy z organizacją Egab (www.egab.co)

Za: Drop Site

(Visited 1 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *