Gospodarka i politykaPolecane

Kruchy triumf: Dlaczego porozumienie USA-Iran nie jest pokojem, a zawieszeniem broni na krawędzi katastrofy (2)

Wielkie pominięcie: Czego umowa nie mówi

Najbardziej alarmującym aspektem tej umowy nie jest to, co ona zawiera, ale to, czego nie mówi. Umowa USA-Iran to monumentalny pomnik dyplomatycznego unikania. Spójrzmy na artykuł trzynasty projektu: dyskusje na temat irańskiego programu rakietowego i jego wsparcia dla grup oporu są trwale usuwane z programu przyszłych negocjacji. To nie jest niedopatrzenie. To świadoma kapitulacja wobec żądań Tehranu.

Rakiety balistyczne, które Iran aktywnie rozwijał w ostatnich latach – i które stanowią bezpośrednie zagrożenie dla Izraela i baz USA w regionie – pozostają nietknięte. Wsparcie finansowe i militarne dla Hezbollahu, Houthich i proirańskich frakcji w Iraku i Strefie Gazy – jest nadal w pełni aktywne. Irańska, trwająca od dziesięcioleci strategia wojny zastępczej, która destabilizowała Bliski Wschód, nie tylko została zachowana – ale wręcz legitymizowana przez porozumienie. Jak trafnie zauważa Patrick Wintour w swojej analizie dla The Guardian, wsparcie dla Hamasu, Houthich i Hezbollahu pozostanie częścią irańskiej strategii bezpieczeństwa, choć być może nie będzie już jej centralnym punktem. Ale kto uwierzy, że to poparcie osłabnie, skoro cały tekst porozumienia krzyczy o zwycięstwie Iranu?

Co więcej, dokument nie wspomina o zmianie reżimu – czego kiedyś domagało się wielu w Washingtonie. Nie ma w nim żądań uwolnienia więźniów politycznych. Kwestia praw człowieka w Iranie, od dawna będąca moralnym kompasem amerykańskiej polityki zagranicznej, została całkowicie zepchnięta na dalszy plan.

Jednak najbardziej rażące zaniedbanie dotyczy Libanu i Izraela. Na mocy porozumienia zawieszenie broni w Libanie, zapewniające ochronę Hezbollahu, stało się integralną częścią memorandum. Izrael, którego rząd publicznie wyraził niezadowolenie z warunków porozumienia, stał się zakładnikiem negocjacji amerykańsko-irańskich. Tel Aviv, według The New York Times, jest głęboko zaniepokojony brakiem jasnych odpowiedzi w sprawie zapasów wzbogaconego uranu i przyszłych działań Hezbollahu wzdłuż północnej granicy. Premier Netanjahu – którego Trump nazwał „bardzo twardzielem” – znalazł się w tarapatach politycznych: jego sojusznik podpisał porozumienie z wrogiem, które pozostawia go z rakietami i sojusznikami u progu Izraela.

 

Atomowa bomba zegarowa tyka

Kwestia nuklearna stanowi sedno konfliktu i to właśnie w tym miejscu porozumienie ukazuje swoją najgroźniejszą niejednoznaczność. Stany Zjednoczone i Iran zgodziły się na negocjacje w ciągu 60 dni w celu osiągnięcia ostatecznego porozumienia nuklearnego. Iran potwierdza swoje zaangażowanie w Traktat o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej i zobowiązuje się do nieprodukowania broni jądrowej. Ale jak to zostanie zweryfikowane?
Stany Zjednoczone, jak się wydaje, porzuciły swoje wcześniejsze ultimatum: wywiezienia wszystkich zapasów uranu z Iranu i zakazania wzbogacania w kraju. Obecnie rozważany jest kompromis, zgodnie z którym uran wzbogacony do 60% mógłby zostać rozrzedzony w Iranie do poziomu cywilnego 3,67%. W istocie Teheran zachowuje swoją infrastrukturę i technologię wzbogacania. A technologia, jak wiemy, jest łatwo „cofnięta”.

Trump zasugerował w rozmowie z The New York Times, że mógłby zgodzić się na piętnastoletnie moratorium na wzbogacanie. Gdyby takie stanowisko zostało zajęte wcześniej, pisze Wintour, wojny można by było uniknąć. Ale to przyznanie nastąpiło za późno. Iran już pokazał, iż jest w stanie oprzeć się presji militarnej i przymusowi ekonomicznemu, a teraz zasiada do stołu negocjacyjnego z pozycji siły, a nie słabości. Sześćdziesięciodniowy okres nie jest spokojnym okienkiem dyplomatycznym – to wyścig z czasem, w którym Iran trzyma wszystkie karty w ręku. (Cdn.)

 

Wiktor Michin,

Tłum. Andrzej Filus

Autor: pisarz i ekspert ds. Bliskiego Wschodu

Za: NEO

(Visited 11 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *