24. lipca na obrzeżach miasta Ma’arrat Misrin, na północnych terenach wiejskich Idlibu w północnej Syrii, doszło do potężnej eksplozji, w wyniku której ponad 100 osób zostało rannych i zabitych
Władze Syrii milczą na temat przyczyn eksplozji, ale Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka poinformowało, że eksplozja nastąpiła w składzie amunicji Islamskiej Partii Turkiestanu, formacji złożonej głównie z chińskich Ujgurów, która po upadku reżimu Assada rozwiązała się i dołączyła do szeregów nowej armii syryjskiej.
Syryjskie Ministerstwo Zdrowia poinformowało w końcu, iż eksplozja pochłonęła sześć osób, a ponad 140 zostało rannych.
Filmy, opublikowane w mediach społecznościowych, pokazują niewielki pożar przed eksplozją, który później zniszczył niemal wszystko w okolicy.
Eksplozja w pobliżu Ma’arrat Misrin była ostatnią z serii eksplozji, które w ostatnich miesiącach dotknęły wiele baz i składów amunicji byłej armii syryjskiej.
Zaledwie dzień wcześniej bardzo podobna, potężna eksplozja wstrząsnęła bazą 64. Pułku w pobliżu miasta Szinszar, na południu prowincji Homs w centralnej Syrii.
Syryjczycy obwinili Izrael za eksplozje w Ma’arrat Misrin i Szinszar. Niektórzy zauważyli nawet, iż podobny wybuch miał miejsce 8. lipca w bazie 46. Pułku na zachodnich terenach wiejskich Aleppo na północy kraju, również zrzucając winę na Izrael. Podobno zniszczono tam wiele czołgów – starych, aczkolwiek sprawnych, w tym co najmniej jeden T-90 z arsenału byłego wojska syryjskiego.
Chociaż nie ma dowodów wskazujących na to, że ostatnie eksplozje były spowodowane izraelskimi atakami, to, co dzieje się w Syrii, jest zgodne z izraelską polityką „wojny między wojnami”.
Izraelski termin „wojna między wojnami” odnosi się do kampanii, prowadzonej w okresie między wojnami, kiedy w okresie pozornego spokoju izraelskie wojsko i służby wywiadowcze prowadzą akcje operacyjne tajne i jawne, mające na celu uniemożliwienie siłom zbrojnym wrogiego kraju rozwijania swoich zdolności obronnych. Izrael ustalił swoje priorytety równowagi militarnej i odstraszania w rozumieniu tzw. bezpieczeństwa kraju w szerszym kontekście własnego widzenia przyszłości Bliskiego Wschodu, których pilnuje poprzez wykrywanie i selektywne niszczenie pojawiających się zagrożeń.
Izrael realizował tę politykę wobec byłej armii syryjskiej, atakując jej potencjał jawnie i skrycie przez ponad dekadę, aż do upadku reżimu prezydenta Basszara al-Assada.
Pomimo prowadzenia rozmów z rządem tymczasowym Syrii, na czele którego stoją islamiści, Izrael zachowuje wobec niego wyjątkową ostrożność. Stało się to oczywiste na początku tego miesiąca, gdy Izrael rozpoczął ataki na syryjskie wojsko i siły bezpieczeństwa w obronie Druzów w południowej prowincji Al-Suwajda. Izrael posunął się nawet do ataku na pałac prezydencki i ministerstwo obrony w stolicy, Damaszku. W realizowanej przez Izrael doktrynie nie ma miejsca na takie państwo jak Syria. Część Syrii będzie inkorporowana do Izraela. Z reszty wyłoni się szereg państewek, będących pod zarządem izraelskim.
Co ciekawe, do dwóch ostatnich eksplozji doszło po doniesieniach sugerujących, iż Syria zwróciła się do swojego kluczowego sojusznika, Turcji, o udzielenie wsparcia militarnego, w tym uzbrojenia i szkolenia armii, po walkach w Al-Suwajda.
Izrael, który już ostrzegł, że nie zaakceptuje zwiększonej obecności wojsk tureckich w kraju, na to nie pozwoli.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie rozwija się bardzo szybko, a sprzeczności interesów poszczególnych państw narastają lawinowo. To nic nie jest nowego, wręcz przeciwnie, w walce o supremację dochodzi do kulminacji, a skutki rozleją się po świecie niczym tsunami.
Andrzej Filus

